Były gwiazdor Arsenalu, Kolo Toure, miał nienegocjowalny zwyczaj, że na drugie połowy meczów zawsze wybiegał jako ostatni zawodnik swojej drużyny. Mało kto z kibiców w ogóle na to zwracał uwagę. Aż do pewnego spotkania w Lidze Mistrzów, w 2009 roku…

Arsenal grał wtedy z Romą w 1/8 finału LM, a w przerwie problemy zdrowotne miał William Gallas. Przeciągały się na tyle, że Francuz nie wybiegł z kolegami od razu na drugą połowę. A skoro Gallas nie wybiegł, to i Toure miał z tym problem…

Iworyjczyk nie złamał swojej zasady, więc Arsenal drugą część meczu rozpoczął w dziewiątkę. Gdy już Gallas był gotowy i wbiegł na boisko, zrobił to również Toure. Ale jakby kompromitacji było mu mało, zrobił to bez zgody sędziego, więc po chwili obejrzał żółtą kartkę. „Przynajmniej nauczyłem się nowego przepisu” – podsumował później sympatyczny obrońca.

botociekawe.pl / @1marleynelson (foto)

Najnowsze

Wrzesień 2014 roku, ośrodek treningowy Liverpoolu w Melwood. Piłkarze ćwiczą zachowanie przy rzutach rożnych przeciwników. Każdy z nich wie, gdzie ma stać i jak się zachować podczas dośrodkowań, bo dokładnie wyjaśnił to menadżer Brendan Rodgers.

Mario Balotelli stał jednak tam, gdzie akurat miał ochotę.

– Co ty robisz? Idź zajmij swoją pozycję – nawoływał zawodnika Rodgers.
– Nie – odburknął „Super Mario”
– Dlaczego?
– Jestem napastnikiem i nie wracam na rzuty rożne.

Trener był w szoku, piłkarze byli zdegustowani, a Mario był po prostu sobą. Zblazowany, niechętny do współpracy i nauki. Mimo że w klubie był dopiero od miesiąca nie zamierzał zjednywać sobie ludzi. Ostatecznie, po namowach, Balotelli łaskawie zgodził się wziąć udział w akcji defensywnej, aczkolwiek zrobił to z możliwie najmniejszym zaangażowaniem.

Pobyt Ballotellego w Liverpoolu najlepiej podsumowują jego statystyki w Premier League (1 gol w 16 meczach, mimo aż 56 oddanych strzałów) oraz słowa wieloletniego kapitana klubu z Anfield, Stevena Gerrarda („Idąc walczyć razem z Balotellim, zawsze będziesz po stronie przegranych”).

Jeden z najbardziej lojalnych piłkarzy w historii Liverpoolu, Jamie Carragher, wziął ślub kilka tygodni po wygraniu z „The Reds” słynnego finału Ligi Mistrzów z Milanem w 2005 roku. I choć był wtedy u szczytu kariery, a za prawa do zdjęć z ceremonii mógł otrzymać ogromne pieniądze – postanowił sprzedać je klubowemu magazynowi Liverpoolu „The Kop” za raptem jednego funta.

The Times / 23_carra (foto)
Więcej ciekawostek

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.