Uśmiech legendarnego Rivaldo od wielu lat nie jest naturalny. Brazylijczyk w młodości stracił część zębów z powodu skrajnego niedożywienia i musiał wstawić sobie implanty.

The Guardian

Gdy Dele Alli miał 13 lat, zamieszkał na stałe z rodziną swojego przyjaciela, Harry’ego Hickforda. Biologiczna mama Anglika zmagała się z problemami alkoholowymi i oddała syna bez wielkiego namysłu. Alli nigdy jej tego nie wybaczył – o ile na początku występów w Tottenhamie grał w koszulce ze swoim nazwiskiem, o tyle w pewnym momencie zamienił je na imię. Chciał się oficjalnie odciąć od rodziny, która kilka lat wcześniej odcięła się od niego.

Dele nigdy nie został formalnie adoptowany przez nową rodzinę, ale bardzo się do niej przywiązał. Harry – wspólny kolega z juniorów MK Dons – stał się jego nowym bratem. Po latach został jego agentem, a gdy Alli zdobył pierwszego gola dla reprezentacji Anglii, to właśnie z rodziną Hickfordów świętował swój sukces. Świętował zresztą nad wyraz skromnie, jedząc loda w restauracji McDonald’s.

standard.co.uk / @dele (foto)

Legendarny czeski bramkarz, Petr Cech, przyszedł na świat jako jedno z trojaczków. Miało to miejsce 38 lat temu.

Daily Mail / @petrcech (foto)

W jednym z odcinków dokumentu „Szkoła Lukaku”, 16-letni Romelu Lukaku w ramach wycieczki szkolnej odwiedził obiekt londyńskiej Chelsea. Belg nie potrafił wyjść spod ogromnego wrażenia tego, co zobaczył na Stamford Bridge. „Co za stadion! Jeżeli któregoś dnia zapłaczę, to będzie to wtedy, gdy zagram dla Chelsea. Kocham ten klub!” – mówi Lukaku, co skrupulatnie nagrywa kamera. Słysząc rozentuzjazmowanego chłopca, jeden z jego nauczycieli rzuca: „Chodź, śnić będziesz później”. Lukaku szybko się odgryza: „Śnić? Ja nie śnię. Pewnego dnia tu zagram. Wiem o tym!”.

W „media roomie” Lukaku zainscenizował nawet scenę, jak Chelsea ogłasza jego transfer do klubu.

Belg do Chelsea trafił ostatecznie trzy tygodnie po tym, jak w meczu Anderlechtu z OH Lueven przestrzelił rzut karny, bo rozbawił go piłkarz rywali, mówiąc, że na trybunach siedzi Roman Abramowicz i mu się przygląda.

Daily Telegraph / The Guardian / @romelulukaku (foto)

Gdy w 2003 roku prowadzone przez Juergena Klopp FSV Mainz pechowo nie awansowało do Bundesligi, mając na koniec sezonu o jedną bramkę gorszy bilans od trzeciego w tabeli Eintrachtu Frankfurt, niemiecki trener wygłosił do licznie zgromadzonych w centrum miasta kibiców przemowę. Zadeklarował między innymi: „Udowodnimy, że nawet po tak bolesnym doświadczeniu można awansować”.

Doświadczenie naprawdę było bolesne. Eintracht awansował wtedy dzięki dwóm golom w 90. minucie meczu ostatniej kolejki z Reutlingen. Co gorsza – Mainz ciągle w pamięci miało poprzedni sezon, gdy do promocji zabrakło im… jednego punktu. Klopp podczas swojego przemówienia poprosił fanów, aby przyszli na pierwszy trening drużyny przed nowym sezonu. Kibice nie zawiedli, na zajęcia stawili się w liczbie około 10 tysięcy. Klopp też nie zawiódł – Mainz w 2004 roku cieszyło się z awansu, wyprzedzając Energie Cottbus dzięki… lepszemu bilansowi goli.

The Guardian / @1fsvmainz05 (foto)

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.