Mecz Tottenhamu z Fulham kilka lat temu. Nagle obrońcę „Wieśniaków”, Brede Hangelanda, zaczepia Emmanuel Adebayor.

– Jestem głodny – rzuca Togijczyk.
– Że co?! – nie wierzy własnym uszom Hangeland.
– Muszę coś zjeść. Nie wytrzymam do końca meczu. Nie znasz jakiejś dobrej restauracji w Londynie? – kontynuuje „Ade”.

Parę lat później panowie spotkali się w Crystal Palace. Według mediów, Adebayorowi płaciły wówczas trzy kluby: Manchester City i Tottenham (na mocy porozumień zawartych przy rozwiązywaniu kontraktu) oraz właśnie Palace. Podczas jednego z treningów na siłowni norweski obrońca dostrzegł popularnego napastnika, który swego czasu wypytywał go o dobre lokale. Tym razem nie żalił się na głód, bo choć trwał trening, w jednej ręce trzymał kawę, a w drugiej muffina…

goal.com / @e_adebayor (foto)

Letnie okienko transferowe, 2015 rok. Aston Villi udało się skusić Emmanuela Adebayora. Piłkarz przyjechał do klubowego ośrodka treningowego, zrobiono mu oficjalne zdjęcia, kontrakt był dogadany, brakowało tylko podpisu Togijczyka. „Jutro wpadnę i podpiszę umowę” – zadeklarował.

Niestety, Adebayor już nie wrócił. „Nie mogę grać dla Villi. Miałem sen, że to byłaby zła decyzja. Przykro mi” – oznajmił i nie dawał się przekonać, że może to jednak „tylko zły sen”. Togijczyk wolał być bezrobotny. Dopiero po paru miesiącach udało mu się zaczepić w Crystal Palace.

Jakby tego było mało, tamten sezon Aston Villa zakończyła na… ostatnim miejscu miejscu w Premier League.

Daily Mail / @e_adebayor (foto)

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.