„Co oni palą na tym Emirates? – zapytał publicznie właściciel Liverpoolu, John Henry, gdy w 2013 roku poinformowano go o ofercie Arsenalu za ówczesną gwiazdę „The Reds”, Luisa Suareza. Proponowana kwota była rzeczywiście nietypowa: 40,000,001 funtów. Jedynka na końcu bynajmniej nie jest błędem…

Media szybko ustaliły, że chodzi o zapis w kontrakcie Urugwajczyka. Zagwozdką pozostawało jednak, czy Suarez faktycznie miał klauzulę odstępnego wynoszącą „powyżej 40 milionów funtów” czy też Liverpool był jedynie zobowiązany do poinformowania piłkarza o każdej takiej propozycji, natomiast nie musiał go sprzedawać.

Do dziś nie do końca wiadomo, co autorzy oferty mieli na myśli. Wersje są dwie. Pierwsza: Arsenal został wprowadzony w błąd i faktycznie myślał, że aktywuje klauzulę w kontrakcie Suareza. Druga: klub doskonale wiedział, że Liverpool za taką kwotę „El Pistolero” nie sprzeda, ale jeśli będzie musiał powiedzieć mu o ofercie, to Urugwajczyk w jakiś sposób wymusi transfer. 40 milionów i 1 funt to zresztą było całkiem sporo, zwłaszcza jak na „Kanonierów” – ich rekord transferowy wynosił wtedy zaledwie 15 mln.

Liverpool piłkarza oczywiście Arsenalowi nie sprzedał, w dodatku zachował zadrę w sercu. Dowód? Gdy w kontrakcie Roberto Firmino wpisano klauzulę odstępnego wynosząca 89 mln funtów, dodano do niej zapis, że nie dotyczy jednego klubu. Oczywiście – Arsenalu.