2011 rok, Białystok, za chwilę kibiców czeka mecz 3. kolejki Ekstraklasy. Do szkoleniowca Jagiellonii, Czesława Michniewicza, podchodzi Maciej Szczęsny, trener bramkarzy Korony Kielce. W ręce trzyma koszulkę z nadrukowanym telefonem komórkowym i napisem „CM 711”. Za chwilę wręczy ją w ramach złośliwego prezentu. Złośliwego, bo było to nawiązanie do liczby połączeń, jakie Michniewicz odbył ze słynnym „Fryzjerem”, kluczowym członkiem mafii ustawiającej mecze piłkarskie.

Michniewicz prezent przyjmuje, uśmiecha się. O sprawie początkowo nie piszą żądne gazety, telewizja również nie pokazuje zdarzenia.

W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Szczęsny ironizuje: „Zrobiłem to w dowodzie uznania. To rzeczywiście duża sztuka rozmawiać z Ryszardem F. tak często i ani razu o futbolu”.

botociekawe.pl / michniewicz.com.pl (foto)

W latach 90. Maciej Szczęsny i Zbigniew Robakiewicz rywalizowali o miejsce w bramce Legii Warszawa, utrzymując wrogie stosunki, które najlepiej podsumowały słowa tego pierwszego w „Gazecie Wyborczej”: „Przez 9 lat wspólnych treningów rozmawialiśmy w sumie przez jakieś 15 minut. Byłem uczulony na nazwisko Robakiewicz”. Co ciekawe, ich synowie – Wojtek i Grzesiek – konkurowali ze sobą w juniorach Agrykoli Warszawa, będąc najlepszymi kolegami w drużynie.

Gazeta Wyborcza / Reusch (foto)

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.