1996 rok, spotkanie kibiców West Hamu United z przedstawicielami klubu – między innymi menadżerem Harry’m Redknappem oraz wschodzącą gwiazdą „Młotów”, 18-letnim Frankiem Lampardem. Redknapp jak to on – lekko zblazowany, flegmatyczny. Lampard – wyraźnie przejęty, to dla niego coś nowego, dopiero wchodzi do drużyny. Za chwilę nerwy będą znacznie większe, a Lampard będzie coraz ciężej przełykał ślinę. Sielanka trwa bowiem krótko. W pewnym momencie jeden z kibiców pyta wprost: „Dlaczego nasz klub sprzedaje za orzeszki Matta Hollanda i Scotta Canhama, a trener uporczywie chwali Lamparda, który wcale nie jest taki dobry?”.

Dla naświetlenia tła – z „Lampsem” był wtedy problem, bo Redknapp był jego wujkiem, a jednocześnie jako asystent zatrudniony był w West Hamie ojciec Franka. Patrzono więc na niego nieufnie, sugerowano nepotyzm. Zresztą, robiono to jeszcze kilka kolejnych lat, ale o tym innym razem. Redknappa zabolała szpilka od kibica. Wkurzył się. – Ci dwaj nie byli wystarczająco dobrzy. Pozwoliłem odejść Canhamowi, bo ma 21 lat i jest wiele mil za Frankiem – stwierdził kategorycznie.

Kibic nie dawał się przekonać. Zwłaszcza że Canham – kolega Davida Beckhama z czasów gry dla Essex County – uchodził faktycznie za duży talent, a jednak „Młoty” nie dały mu nawet zadebiutować u siebie. W końcu Redknapp położył na szali swój autorytet i wydał bardzo mocną opinię: „Powiem ci, bez cienia wątpliwości: nie będzie najmniejszego porównania dla tego, co w piłce osiągnie Lampard, a co osiągnie Canham. Frank będzie pewnego dnia piłkarzem absolutnie topowym”.

Harry się nie pomylił – Canham w futbolu nigdy nie zaistniał. Występował w klubach z niższych lig, często zmieniał drużyny, a karierę zakończył ostatecznie w wieku 32 lal w półamatorskim Thurrock, który dziś już nawet nie istnieje.

Daily Mail / @franklampard (foto)

Występując przez lata w Olympique Lyon Karim Benzema regularnie pojawiał się w gabinecie dyrektora technicznego klubu Bernarda Lacombe’a. Francuz miał dziwny zwyczaj: uwielbiał słuchać, jak prawa ręka prezesa klubu przewiduje, co wydarzy się w kolejnym meczu ich drużyny.

Scenka przed meczem z Saint-Etienne.

– Jak będzie tym razem? – pyta podekscytowany Benzema.
– Strzelisz gola w 85. minucie. Wrzutka z lewej strony, wchodzisz w pole karne, strzelasz prawą nogą! – odpowiada dyrektor.

Benzema twierdzi, że nie mniej niż 30 jego goli dla Lyonu zostało przepowiedzianych przez Lacombe’a.

AS / @karimbenzema (foto)

Szatnia Liverpoolu po wygraniu Ligi Mistrzów w 2005 roku. Godzina mniej więcej 01:30. Do środka wchodzi wzruszony David Moores, wieloletni prezes klubu.

– Słuchaj, mogę na słowo? – zaczepia go pomocnik Dietmar Hamann.
– Jasne, o co chodzi.
– Poczęstujesz mnie papierosem?

Hamann w swojej autobiografii napisał, że Moores zrobił wówczas minę, jakby ktoś go poprosił, aby oddał dopiero co zdobyty puchar Milanowi. A chodziło tylko o papierosa, Hamann pechowo nie miał ze sobą swoich.

– Wybacz, ale nie mogę. Bo co będzie, jeśli Rafa tu za chwilę wejdzie? – wyszeptał Moores, wyraźnie poruszony prośbą zawodnika.

Niemiec nie wierzył własnym uszom. Beniteza (ówczesny menadżer LFC) mógł się bać Jerzy Dudek, mógł się go bać nawet Steven Gerrard, ale prezes klubu, jego własny pracodawca? I to w takim momencie? Odmawiać papierosa piłkarzowi, który strzelił dla „The Reds” gola w serii rzutów karnych, mimo złamanej nogi?

Ostatecznie po negocjacjach Moores odpuścił. Hamann mu tylko obiecał, że jeśli Benitez wejdzie do szatni, to Niemiec skłamie, że papierosy były jego.

Liverpool Echo / @hamann.didi (foto)

W sezonie 1996/97 królem strzelców Ligi Mistrzów został pomocnik z Jugosławii, Milinko Pantić. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jeszcze dwa lata wcześniej… właściwie nikt go nie znał. Pantić do Atletico przyszedł w 1995 roku z greckiego Panioniosu. Miał prawie 29 lat, nie wystąpił wcześniej ani razu w reprezentacji, a dziennik „Marca” o transferze informował następująco: „Radić wkrótce podpisze kontrakt z Atletico”.

Radić…

Trener Radomir Antić był Panticiem zainteresowany na tyle, że sam był gotowy zapłacić Grekom za transfer, gdyby jego klub zbyt długo się wahał – a chodziło o 75 milionów peset, czyli naprawdę sporo.

Nieznany nikomu w Hiszpanii Pantić w debiutanckim sezonie pomógł swojej drużynie sięgnąć po dublet. W finale Pucharu Króla, przeciwko Barcelonie, zdobył zresztą jedynego gola. Rozegrał też najwięcej meczów, obok Juana Vizcaina, spośród wszystkich piłkarzy Atletico z pola.

Rok później zasłynął z czegoś innego – zdobył aż cztery gole na Camp Nou w pucharowym meczu przeciwko Barcelonie, który jego zespół… zdołał przegrać 4:5.

estoesatleti.es / @retro_football_oldschool (foto)

Letnie okienko transferowe, 2015 rok. Aston Villi udało się skusić Emmanuela Adebayora. Piłkarz przyjechał do klubowego ośrodka treningowego, zrobiono mu oficjalne zdjęcia, kontrakt był dogadany, brakowało tylko podpisu Togijczyka. „Jutro wpadnę i podpiszę umowę” – zadeklarował.

Niestety, Adebayor już nie wrócił. „Nie mogę grać dla Villi. Miałem sen, że to byłaby zła decyzja. Przykro mi” – oznajmił i nie dawał się przekonać, że może to jednak „tylko zły sen”. Togijczyk wolał być bezrobotny. Dopiero po paru miesiącach udało mu się zaczepić w Crystal Palace.

Jakby tego było mało, tamten sezon Aston Villa zakończyła na… ostatnim miejscu miejscu w Premier League.

Daily Mail / @e_adebayor (foto)

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.