W ostatniej kolejce sezonu 2008-09 w Serie A Inter Mediolan grał z Atalantą i jednym z niewielu celów, jakie świeżo upieczony mistrz Włoch mógł sobie tego dnia postawić, była pomoc Zlatanowi Ibrahimoviciowi w zdobyciu korony króla strzelców. Szwedowi na tym bardzo zależało, czego zresztą w ogóle nie ukrywał. Od początku widział przede wszystkim dwie rzeczy – piłkę i bramkę rywali.

Pierwszy gol Szweda padł już w 12. minucie spotkania, ale kolejne trafienie długo nie chciało nadejść. Co więcej, Zlatan miał wrażenie, że koledzy mu nie pomagają. Każdy ich strzał – celny czy niecelny, zupełnie bez znaczenia – mocno go irytował. Kiedy w drugiej połowie Mario Balotelli mógł mu podać – ale wybrał egoistyczne rozwiązanie, nieskuteczne zresztą – Zlatan wpadł w furię. „Chcę zmiany! Jesteśmy mistrzami, pomogłem w tym drużynie, a mi nikt nie chce pomóc! Schodzę!” – krzyczał w kierunku ławki rezerwowych.

Jose Mourinho, wówczas szkoleniowiec Interu, doskonale to słyszał. Udawał jednak, że jest inaczej. „Co tam krzyczysz? Że chcesz wody? Łap” – odparł „Mou”, rzucając w kierunku Szweda bidon. I na tym zakończył temat jego zmiany.

Wściekły Zlatan pozostał na boisku, pod koniec meczu strzelił drugiego gola i ostatecznie wyprzedził w klasyfikacji najlepszych strzelców ligi włoskiej Marco Di Vaio i Diego Milito. O jedną bramkę.